Kulaszne.com
Sobko & familja
Kulaszne – historia zapomnianego kurortu

Kulaszne – historia zapomnianego kurortu
LIPIEC 13, 2017 / MOJAGALICJA

Mijając niewielką stację Szczawne – Kulaszne już mało kto pamięta, że po przeciwnej stronie drogi, znajdowało się jedno z pierwszych w Galicji uzdrowisk klimatycznych. Pierwszym było Zakopane, drugim Szczawnica, trzecim – Kulaszne.

Okres autonomii galicyjskiej był „złotym wiekiem” karpackich miejscowości uzdrowiskowych, co wiązało się z znacznym wzrostem zainteresowania leczeniem klimatycznym, wodami mineralnymi oraz borowinami, jako terapią poprawiającą stan cierpiących na choroby płucne – zwłaszcza na gruźlicę. Kurorty obok swej najważniejszej, leczniczej funkcji, dość szybko zaczęły również stanowić centra życia towarzyskiego. W wyższych sferach wyjazdy na kurację „do wód” należały do dobrego tonu, a z czasem stały się po prostu modne. Jednak krajowe uzdrowiska musiały zmierzyć się z zagraniczną konkurencją, gdyż zamożni kuracjusze wybierali sanatoria w Czechach lub w Austrii, które w porównaniu z galicyjskimi oferowały znacznie wyższe standardy. W tym czasie nastąpił dynamiczny rozwój popularnych już kurortów jak: Zakopane, Szczawnica, Krynica, Żegiestów i Iwonicz, które znacznie podwyższając swe standardy zaczęły przyciągać rzesze klientów. Na kuracjuszach zarabiali wszyscy: od właściciela uzdrowiska, poprzez lekarzy, wynajmujących kwatery, restauratorów, do dorożkarzy, praczek i pucybutów. Dlatego też zaczęły powstawać nowe zakłady lecznicze, wśród których wymienić można Rymanów, Truskawiec czy Morszyn.

W 1875 roku, w położonym niespełna 30 kilometrów na południe od Sanoka Kulasznem, powstał kurort, który zasłynął z nowatorskiej metody leczenia żętycą. Bezleśna wtenczas okolica idealnie nadawała się do hodowli owiec i krów, z której produkty mleczarskie wykorzystywane były w procesie leczniczym. A o tym, że Kulaszne ma tradycje pasterskie świadczyć już może sama jego nazwa, która według językoznawców wywodzi się od słowa albańskiego pochodzenia kullose, co oznacza pastwisko.



Kurort w Kulasznem na mapie z 1880 roku


Inicjatorem jego powstania był Leonard Truskolaski, właściciel miejscowego majątku, sam mieszkający w sąsiedniej Płonnej. Głównym impulsem było prawdopodobnie wybudowanie w 1872 roku transkarpackiej Pierwszej Węgiersko-Galicyjskiej Kolei Żelaznej łączącej Budapeszt z Twierdzą Przemyśl i Lwowem, która przebiegała między innymi przez Osławicę, Szczawne, Kulaszne i Mokre – miejscowości wchodzące w skład klucza zagórskiego należącego do Truskolaskiego. Kurort zlokalizowano na terenie folwarku, w malowniczej dolinie Osławy, pomiędzy rzeką a linią kolejową i w bezpośrednim sąsiedztwie stacji. Ponieważ tak stacja jak i zakład leczniczy położone były w pobliżu granicy Szczawnego i Kulasznego, często umiejscawiano go błędnie w Szczawnem.

Otwarcie pierwszego sezonu „Zakładu żętycznego” miało miejsce 15 maja 1875 roku. Początkowo kurort składał się z kilku nowo wybudowanych domów, w których właściciel dla gości przygotował 24 umeblowane pokoje. Od samego początku istniała w nim także restauracja. Świeżej żętycy dwa razy dziennie dostarczało kilkaset owiec, które jak opisywano w prasie pasą się na górach porosłych wonną trawą. Do spacerów przygotowano trzy hektarowy ogród, a na kolejny sezon zaplanowano urządzenie kąpieliska na Osławie. Leonard Truskolaski postanowił również nasadzić na kilku hektarach las świerkowo – sosnowy. Porad lekarskich udzielał mieszkający w Kulasznem lekarz kolejowy Hamaides. Nowoutworzony kurort spotkał się z bardzo pozytywnymi recenzjami w prasie, które zamieszczono miedzy innymi w branżowym tygodniku „Przegląd Lekarski” czy codziennej „Gazecie Narodowej”. Informacja o nim znalazła się już w wydanym w Krakowie w 1875 roku „Illustrowanym przewodniku po Krakowie i jego okolicach […] oraz opisu wszystkich znaczniejszych zdrojowisk w Galicyi […]” autorstwa Władysława Łuszczkiewcza, gdzie pisano: Zakład leczniczy Żętycą owczą, leży obok dworca kolei Łupkowskiej – poczta Szczawne – okolica górska – piękne spacery, ogród a opodal w Osławie można używać kąpieli rzecznych. W zakładzie tym świeżo urządzonym obok świeżej żętycy, chorzy znajdują wszelkie wody mineralne, wygodne mieszkania, urząd pocztowy i telegraficzny.



Rycina przedstawiająca zakład w Kulasznem z 1881 roku


Z roku na rok zakład zyskiwał na popularności, do czego przyczyniały się także obszerne reklamy umieszczane w prasie lwowskiej i krakowskiej. Nie bagatelny wpływ na jego rozwój miła też bliskość kolei, która w tym czasie nie dochodziła jeszcze do większości galicyjskich kurortów. Ze sporym zainteresowaniem, także wśród lekarzy i farmaceutów, spotkała się również kuracja żętyczna. W 1878 roku Adam Świrski z Iwonicza, członek Komisji Balneologicznej przy Towarzystwie Lekarskim Krakowskim opublikował dziesięciostronicową broszurę „Kilka słów o zakładzie żętyczno-leczniczym w Kulasznem”. Także w podkarpackim Morszynie koło Stryja, gdzie przez pewien czas funkcjonował żętyczny kurort, prowadzono badania nad zdrowotnymi właściwościami żętycy, zaczęto nawet wyrabiać tabletki z żętycy, jednak po badaniach farmaceutycznych stwierdzono, że najlepsze właściwości ma jednak nie przetworzona a świeża żętyca.

W 1880 roku działał on jako Zakład leczniczy klimatyczno-żętyczny i składał się z głównego budynku oraz siedmiu domów rozrzuconych wzdłuż drogi oraz okrągłego placu. W czasie sezonu, który zakończył się 1 września, w Kulasznem przebywało w sumie kilkadziesiąt osób. Odwiedzający kurort, głównie ci którzy pochodzili z terenów nizinnych, niemal od razu odczuwali miejscowy mikroklimat: Świeży przybysz doznaje dziwnego wpływu tego powietrza w ciągu pierwszych dwu lub trzech dni pobytu odczuwa lekkie dreszcze, ból głowy i senność. W artykułach prasowych coraz częściej zaczęły się pojawiać wzmianki o istniejących tam źródłach wody mineralnej: Szczawne ma zakład zdrowotny, oprócz nisko zmineralizowanych wód, górskiego powietrza, zasoby lecznicze redukują się do świeżego mleka, które goście piją prosto po wydojeniu, do wybornej żętycy, wyrabianej w osobnym budynku i do kąpieli w rzeczułce.

Rok później w warszawskim „Tygodniku Ilustrowanym” ukazała się obszerna, krytyczna, recenzja zakładu Truskolaskiego, która mogła przyczynić się do powolnego upadku kurortu, gdyż w późniejszych latach była wielokrotnie cytowana, nawet przez Oskara Kolberga, który właśnie z niej zaczerpnął informacje o Kulasznem. Jej autor twierdził, że zakład jest niedofinasowany przez właściciela, co pewnie wynika z braku funduszy, Zauważył brak szeregu udogodnień, które według jego opinii, są konieczne. W swej recenzji niemal wypunktował wszystkie uchybiania jak: wadliwa konstrukcja domków, szpary w ścianach, niska temperatura w pokojach, kiepski stan mebli czy pozostawiający wiele do życzenia poziom obsługi i wygórowane ceny. Nie spodobała mu się również restauracja prowadzona przez zarządcę kurortu a zrazem miejscowego pocztmistrza, którą przyrównał do obszernej szopy lub stodoły o dość pierwotnym wyglądzie, chociaż – jedzenie pochwalił. Zauważył również nieuprawnione pobieranie opłaty wpisowej, zwanej wówczas taksą kuracyjną, składną za picie wód mineralnych a przeznaczoną na opłacanie orkiestry, która codziennie umila czas kuracjuszom – wedle jego obserwacji w Kulasznem nie było ani wód mineralnych ani „żywej” muzyki. Nie było w tym czasie na miejscu ani apteki, ani sklepiku w którym można by zakupić artykuły pierwszej potrzeby, które kuracjusz musiał kupować w karczmie po wygórowanych cenach lub sprowadzać z Bukowska.

14 sierpnia 1881 roku Leonard Truskolaski postanowił na terenie zakładu zorganizować bal charytatywny, z którego dochód miał być przeznaczony na doposażenie straży pożarnej w Bukowsku. Początkowo na listę uczestników wpisali się niemal wszyscy uczestnicy letniego turnusu oraz okoliczne ziemiaństwo, jednak na bal przyszło tylko kilkanaście osób. Powodem zaistniałej sytuacji był fakt wpisania na listę uczestników miejscowego, greckokatolickiego proboszcza z rodziną oraz nadleśniczego, co nie spodobało się galicyjskiej „magnaterii”, której to przedstawiciele mieli do niej wgląd. I tak dla „herbowych” uczestnictwo na jednym balu z miejscowym „plebsem” okazało się skandalem. Niektórzy ze szlachty nawet przyjechali, ale słysząc o tak niedobranem towarzystwie, nie raczyli wejść do sali balowej. Na balu natomiast bawił się pewien, osiadły w okolicy od niedawna cudzoziemiec, posiadacz milionowej fortuny, który czuł się wyśmienicie tym nieuprzywilejowanym towarzystwie.

W sezonie letnim w 1882 roku oferowano już 50, w pełni wyposażonych pokoi. Lekarzem zakładowym tym czasie był doktor Grodecki. Rozszerzono także ofertę leczniczą o mleko kozie oraz kąpiele w wannach i kąpiele natryskowe. Dla kuracjuszy sprowadzano także wody mineralne innych uzdrowisk. W ogrodzie zdrojowym wyżwirowano alejki, zrobiono altany i ławki. W restauracji przygotowano dwa menu: table d’hôte i à la carte, oraz dla gości dodatkowo stworzono możliwość prowadzenia własnej kuchni. Zorganizowano bibliotekę z bogatym wyborem czasopism, a do sali balowej wstawiono fortepian. Przy zakładzie utworzono również niewielką stadninę, dzięki której kuracjusze mogli zwiedzać okolice z siodła.

Pomimo starań właściciela, sanatorium w Kulasznem tak szybko traciło na popularności, jak ją uprzednio zyskiwało. Na pewno przyczynił się do tego jego kameralny charakter, gdyż tak niewielki, peryferyjny ośrodek, nie był w stanie zapewnić tylu rozrywek, co większe, modne kurorty. Także rozwijająca się sieć kolei w Galicji, która docierać zaczęła do niemal wszystkich miejscowości uzdrowiskowych, do nich „przekierowała” ruch. Pod koniec lat osiemdziesiątych reklamy klimatycznego zakładu w Kulasznem znikają ze stron gazet, a on sam staje się letnią rezydencją rodziny Truskolaskich i ich przyjaciół.

Damian Nowak (Biecz)



Pobrane ze strony: https://mojagalicja.wordpress.com/2017/07/13/kulaszne-historia-zapomnianego-kurortu/ (aktualne na dzień: 22.09.2018)
 
O Kulasznym



Kulaszne
Kulaszne
Kulaszne.com - Sobko "Swystak" & familia. © 2018
house painters Toronto exerior painters Toronto residential painters Toronto exterior painting Toronto commercial homes Toronto commercial painting Toronto